My 1st year running anniversary

Well, few days ago I’ve celebrated my first running anniversary! Got my shit together and quit smoking and drinking coffee. Lost over 26lbs and feeling mighty. Funny what little motivation can do.

Now’s the time to get them new running kicks. My old ones are all worn out. This is how my Nike Pegasus +25 ESC 334109-061 XD used to look like.

 

Nike Pegasus +25 ESC 334109-061 XD

Nike Pegasus +25 ESC 334109-061 XD – at the time of purchase

 

Guess how they look now?!

Odzyskana domena!

Wreszcie udało mi się odzyskać moją domenę www.nintendopassion.com !!!

 

2013 in review

The WordPress.com stats helper monkeys prepared a 2013 annual report for this blog.

Here’s an excerpt:

A San Francisco cable car holds 60 people. This blog was viewed about 1,600 times in 2013. If it were a cable car, it would take about 27 trips to carry that many people.

Click here to see the complete report.

Categories: nintendopassion

Life after iPhone with Alcatel One Touch Idol 6030X

Po prawie dwóch latach spędzonych z iPhone 4 postanowiłem pójść na odwyk.

ALCATEL One Touch Idol OT-6030X

ALCATEL One Touch Idol OT-6030X

Żeby nie było, że…

Z telefonu iOS jestem bardzo zadowolony. Pomijając świetną jakość i niezawodność samego sprzętu, na pochwałę zasługuje sam iOS. Jest bez zarzutu – dla osób, które nie pożałują większej sumy pieniędzy i nie chcą się zagłębiać w czeluście organizmu oprogramowania, jest to telefon [prawie] idealny. Z biegiem czasu uzależniłem się od intuicyjnej obsługi iOS i do kilku aplikacji. A kupiłem ich chyba z 40 w ciągu tego czasu. Najczęściej używaną jest Skype. Bez dwóch zdań. Potem czas na Dropbox, Tumblr, Instagram, Pandora no i SoundCloud. Wbrew pozorom bardzo mało gram na telefonie.

Minęło trochę czasu i jak to bywa z zabawkami, człek się po pewnym czasie zaczyna nudzić. Nie spieszyłem się zbytnio z zakupem nowego telefonu czekając na wygaśnięcie kontraktu i jakąś solidną ofertę od operatora. Jakoś nie uśmiecha mi się już płacić grubą kasę za coś, co ma mi [dobrze] służyć w życiu codziennym. Większość moich znajomych obchodzi się “na androidach”, a i żeniak ma regularnie co kilka dni wyłączającego się Galaxy Ace. Od razu mówię, nie jestem przeciwnikiem Androida. Nigdy nie byłem. Wcześniej po prostu uzbierałem na lepszą słuchawkę.

Odwiedziłem kilka dni temu salon operatora i miałem szczęście [a może i przywilej] rozmawiać z bardzo profesjonalnym, a jednocześnie o ludzkim podejściu przedstawicielem handlowym. Wydawało mi się, że jedynym telefonem jaki “kcem mieć” to Experia Z, iPhone 5 lub Galaxy S4. Wiem, jestem próżny! Ale cóż na to poradzę? Lubię nowinki technologiczne i ciekawe telefony. A tu masz! Pan Spszedaffca wyciągnął zza pazuchy Alcatel One Touch Idol 6030X z Androidem 4.1.1 na pokładzie, który dopiero “wchodził” do oferty. Byłem mile zaskoczony i przyznaję się bez bicia, że do tego momentu chyba jeszcze nie słyszałem o tej marce. (Boże! Jak marketing płucze ludziom mózgi! (czytaj: mi).

Pobawiłem się nim trochę i do razu spodobał mi się!

Ktoś pomyśli: Pogięło cię!? Wymieniasz iPhone 4 na Alcatela!? Chyba nie wiesz co robisz!?

Ano wiem! – odpowiadam.

Nie wymieniam iOS na Androida, tylko odkładam iOS na półkę i rozpoczynam moją przygodę z Andkiem na Alcatelu. Chcę spróbować czegoś innego. Jest to dla mnie przejście nie z iPhona na Alcatela, tylko przejście z iOS na system Android. A to duża różnica, bo nie o technologię chodzi, a o środowisko. Już po kilku pierwszych godzinach zabawy z tym cackiem zostałem przytłoczony ogromną ilością opcji i możliwości. Wszystko jest inne. Może nie takie intuicyjne jak iOS, ale niezmiernie ciekawe i bogate w opcje. Wyświetlacz o przekątnej 4,7″ i rozdzielczości 540×960 jest wspaniały.

Z racji, że używam telefonu częściej do połączeniem z siecią w biegu, niż do samych rozmów, większa przekątna wyświetlacza da odpocząć moim oczom. Ale to tyle na razie. Pierwsze co, to zakupiłem do niego kartę pamięci microSD o pojemności 16GB i folię ochronną. Gdy tylko otrzymam etui IMAK Hard Back Cover Case telefon pójdzie w ruch i będę mógł go przetestować w warunkach codziennego użytku.

IMAK, case, Alcatel One Touch Idol, 6030X

IMAK Hard Cover Case for Alcatel One Touch Idol 6030X

Dwie rzeczy są pewne:

1. Czeka mnie poznanie nowego systemu
2. Na pewno nie będzie miał zainstalowanej aplikacji Facebook.

To tyle na dzisiaj. Więcej spostrzeżeń za kilka miesięcy.

Nowy Rok 2012 przywitał nas białym puchem.

Wyjeżdżając z domu tęskniliśmy za śniegiem, którego u nas brakuje.

img1412yi
Panorama Photosynth: http://bit.ly/vr3gvB

Wystarczyła jednak doborowa ekipa i miejsce troszkę dalej i wyżej, a śniegu było już pod dostatkiem. Uzbrojeni w dobre humory, jedzenie i picie spędziliśmy wspaniałego Sylwestra w gronie bliskich przyjaciół.


Panorama Photosynth: http://bit.ly/rYbSNn

I bez kaca. No, może gastro-kaca, bo jedzenia było pod dostatkiem. 2011 był nader dobrym rokiem. 2012 zapowiada się jeszcze lepiej, czego i Wam również życzę.

Nintendo. Dlaczego kibicuje?

Jak zaczęła się moja przygoda z Nintendo?

Muszę sięgnąć pamięcią do końca lat 80-tych. Zaczęły się pojawiać na bazarach gierki elektroniczne “jajeczka” z wilkiem i zajcem. Co niektórzy pamiętają. Krążyło się za tym po straganach i odpustach. To były nasze początki. Piszę nasze, bo razem z młodszym bratem wciągnęliśmy się w te gierki. Grało się po nocach i w oczach mieniło się od spadających jajeczek. Apogeum techniki! W porównaniu do… no właśnie. Do czego? Ponga? Potem znajomy z rodziny pojechał do Niemiec, i przywiózł synowi Nintendo NES z Super Mario Bros. Z mózgu zgliszcza!

Jęzory opadły z łomotem. Szok i szał. Dzieciakom na wsi nawet nie śniło się o takich bajerach. Skaczący hipek, czy pamperek jak wtedy nazywaliśmy zpikselowanego Mario. Grzyby w ogniu! Komu przyszło do głowy, żeby strzelać do potworków z grzybów!? I to żeby jeszcze płomienistymi! Rozbijanie cegieł głową, kwiatki, monety, przepaście, żarłoczne kwiaty wychodzące z zielonych rur i ukryte plansze! Toć to normalnie odbierało nam tlen z płuc.

Już nie pamiętam ja to robiliśmy, ale przekupywaliśmy kumpla pustymi puszkami, pudełkami po papierosach, komiksami i cokolwiek jeszcze tam zbierał. Żeby tylko móc grać. Robiliśmy wszystko, żeby tylko przez kilka nocy bez picia i jedzenia tłuc w Super Mario Bros i Tetris. Znajomi zapewne szydzili z nas, że sprzedalibyśmy wszystko co się da. Ale takie były czasy. Nic tylko chcieliśmy grać, za każdą możliwą nam cenę. Brat był mocny w  Tetrisa. Wykazywał wyraźną wyższość nade mną. Nie potrafiłem go pokonać. Koordynację wzroku i ruchu miał niezrównaną.

Jakiś czas później, cudem jakim nie wiem, uzbieraliśmy trochę kasy i zakupiliśmy zacną kopię NES-a na jakimś bazarze. Na oryginalną konsolę nie było nas stać. A nawet gdyby, to i tak nie było możliwości zdobycia. I nie mówię tutaj o Pegazusie, tylko o cholernie dobrej podróbie. Nawet pudełko było zjechane całkiem całkiem. Dodatkowym plusem tego klonu była możliwość odtwarzania gier w PAL i NTSC. A że rodzinka z USA już kuzynostwo w Polsce zaopatrzyła w najnowsze hity Ameryki, tośmy powoli wymataczyli takie tytuły jak Ninja Ame-Gaiden i Bugs Bunny. Eh, szkoda więcej się wywodzić. Wszystko nam się podobało. Gry, opakowanie, książeczki. Nawet jaraliśmy się ulotkami reklamowymi i kartami gwarancyjnymi. Wtedy jeszcze nie spikowaliśmy po angielsku, ale czy to miało znaczenie? Szata graficzna robiła na nas wrażenie.

Nie zdążyłem zauważyć jak złote owalne logo “Nintendo Seal of Quality” stało się czymś więcej niż znakiem aprobaty Nintendo. Ten znak był Naszą aprobatą. Z biegiem lat ojcu udało się wyjechać do USA. Pierwszym życzeniem, ba, żądaniem był ledwo co zasłyszany Game Boy. Jakimś trafem kolejny kuzyn pokazał nam Super Mario Land i Tetris. W pełni planszowa gra na małym kartridżu! Gra przenośna! Świat takich rzeczy nie widział. Koledzy z zamożniejszych rodzin kupowali Commodore 64 i łamali na nich plastikowe przezroczyste joysticki, którym ciągle łamały się blaszki w stykach i odpadały przyssawki. Imponujące, ale nie dla nas. My już byliśmy pochłonięci Nintendo. Na pamięć znaliśmy końcowe strony grubych katalogów niemieckich sklepów jak Otto czy Quelle. Pamiętam, że działy gier wideo były dyskretnie uprzedzane reklamami wibratorów. Eh ci Niemcy! Nocami tworzyliśmy w wyobraźni listy gier, w które chcieliśmy grać. Wszystko to, było dla nas tak magiczne i nieosiągalne, że nawet w wyobraźni ograniczaliśmy się do najcenniejszych tytułów. Poważnie!

I pewnego wieczoru nadszedł ten wiekopomny moment. Ojciec przysłał nam nie jeden, a dwa Game Boy’e z osobnymi grami dla nas! Mogliśmy zrobić system link i grać przeciwko sobie w F1 Racing! To moment, który mało kto może pojąć w dzisiejszej erze internetu i xbl’u. Byliśmy jednymi z nielicznych. Wreszcie uprzywilejowani! Dogoniliśmy kuzynostwo. Zaczęły się comiesięczne wyjazdy na targowiska w poszukiwaniu stoisk z kartridżami! Tak, tak moi drodzy. Takie to były czasy. Nie było Allegro. Nie było internetu. Nie wspomnę o prasie. Łatwiej było zdobyć w pełni funkcjonalny noktowizor od rusków niż grę. Tak. Tak było.

Czas Ameryki

Nadszedł czas na mnie. Miałem niespełna szesnaście lat, gdy sam mogłem skosztować tego raju-kraju grami, mlekiem i miodem płynącym. Pod względem gier i nowinek mogłem się tylko wybrać do lokalnego  Toys’R Us. Pamiętam te magiczne wystawy sklepowe. Konsole za szybami. Dokładne opisy. Duże reklamy. Sega vs. Nintendo. Sonic vs. Mario. To wszystko było takie inne od tej polskiej szarzyzny początków lat 90-tych. Zaczęwszy się uczyć, a w weekendy pracować. W między czasie premierę miało Super Nintendo. Na to poszła moja pierwsza wypłata. Grałem. Oj grałem ostro. We wszystko co się da. Zeldy, Metroidy i Mortal Kombaty. Tego nie mogłem sobie wyśnić w moich najskrytszych marzeniach.

A potem to już było z górki. Kupiłem nawet śmiertelnego wroga Nintendo, Segę Genesis (Mega Drive w EU) Segę CD i 32X. Dzięki pracy zacząłem zbierać, kombinować, kupować i machlojkować. Czym się dało. I to wszystko zapoczątkowało moją kolekcję i pasję do gier. Nie opuściłem jednak dużego N nawet wtedy kiedy dali dupy z N64. A mogli mieć nośnik cd… Mogli.

Kilka lat późniejznalazłem pracę w Game Stop i Game Crazy. Przez kilka lat obracałem się w świecie gier wideo. Zarządzałem sklepem EB Games (obecnym Game Stop) w Prospect Heights, IL. Potem w Game Crazy. Tak dla polepszenia samopoczucia, bo płaca była marna. Ale ciągle wokół gier. Fajni ludzie byli. I tak wyjeżdżaliśmy na różne spotkania i wystawy organizowane dla pracowników firmy. W Tampa Bay na Florydzie na własne oczy widziałem jak FragDolls kopały cwaniaczków po całych levelach. Popiłem, pojadłem, nie popaliłem. Dużo ludzi z branży poznałem.

Owszem, impreza Nintendo też była. Reggie był na luzie. Choć zmęczony po wizycie w Japonii znalazł czas dla pospólstwa. I dla mnie.

Nie wymieniam już co było potem, bo przez moje ręce przewinęła się prawie każda konsola i ważniejsza gra. Nintendo jednak zawsze na pierwszy miejscu, nawet jeśli na rynku było trzecie. Mario i jego paczka nadal mnie cholernie bawi. Jest coś w tym czego inne konsole i gry mi nie dają. Nie negując innych cudów i klasyk, bo tego się nie da zignorować, zawsze powracam do moich lat dzieciństwa. Do mojej klasyki. Po mordowaniu w MGS4 czy też prasowaniu żelazkiem w Halo, z wielką chęcią odprężam się w Mario Kart, albo w stare dobre Super Mario. Duże N zagościło już u mnie na zawsze dzięki czasowi spędzonemu w USA.

Dziś, jako stary wyga wspominam te czasy z łezką w oku. Z perspektywy gracza, fajna była Ameryka lat 90-tych.

… was nice while it lasted.

Źródło:

W odpowiedzi na pewną propozycję…

Miło, że pamiętasz o dinozaurach. Nie mam nic ciekawego niestety do przekazania. Monotonnie powtarzane hasło “brak czasu”, życie i inne obowiązki trzymają mnie mocno w rzeczywistości.
Nie umiem pisać, ostatnio nawet nie mam weny. Dodatkowo, kto chce słuchać o Nintendo w Polsce?
Piszę do Ciebie i na prawdę jest mi miło, że proponujesz mi to, ale nie czuję się na siłach, żebym mógł cokolwiek sensownego wnieść. Widzisz, nie umiem pisać recenzji o grach. Gram na tyle ile mogę. Myślę, że gościnnie mógłbym coś dodać do Was raz od wielkiego dzwonu. Ale co?

Wybacz zniechęcający ton mojej odpowiedzi. Wywodzi się on raczej z ogólnego przemęczenia nadmiarem informacji jaki ostatnio do mnie napływa. Kilka osób “coś” mi tam proponowało, ale zawsze miałem wrażenie, że wywodziło się to od wskaźnika wizyt na gramsajcie, a nie od tego co tam pisałem. Czuję, że już dawno wypadłem z toru jakim toczą się gry. Siedzę w kilku starych grach, które nikogo nie interesują i niechętnie spoglądam na nowości. Mam takie nawyki. Teraz gram w Final Fantasy na PSP. Czekam na Final Fatasy XIV Online i Fron Mission Evolved. To wszystko. A tak poza tym, to ogólnie u mnie cisza. Mam kilka pomysłów (a raczej tysiące) ale bez konkretnego wsparcia nie potrafię się zmobilizować.

Odpisz, co by Was/Ciebie interesowało. Nie chcę odmawiać ani potwierdzać, ale może dla tego, że nie mam konkretnej mobilizacji i wizji celu.

Pozdrawiam ze świata 8-4!

It’saaaaaa meeeee! Maaaaaario! Wa-hoo!