Archive

Archive for April, 2010

Prosiaq’a odwiedziny.


… z Prosiaqiem żulować

prosiaq.wordpress.com odwiedził nas na kilka dni. Ano było miło. Chopok pojechał. A działo się bardzo dużo, ale chyba to już on więcej opisze na swoim blogu. Powiem tylko, że oczarował kilka kobitek i chopok odważny jest. Bo i nie jednemu cwaniakowi w obecności płci pięknej odwagi i języka w gębie brakuje.

A co do ksywy, to dużo od niej nie odbiega :P

Jednym zdaniem: Super Gość

Advertisements

New hope. Episode IV.

No i już jesteźwa na nowych śmieciach.  O 16:30 oficjalnie skończyliśmy się przeprowadzać. Łazienka, kuchnia, living room i balkon. Tymczasowo pakujemy ciuchy w szafki. W przeciągu miesiąca mam zwieść wszystkie moje gry do mieszkania. Od kija książek, magazynów Nintendo Power i Bóg wie co jeszcze.

A w poniedziałek ma wpaść do nas Prosiaq http://ja.gram.pl/Prosiaq. Oj… będzie się działo…

Ale wiecie, jak prawi staropolskie przysłowie:

“Czym chata bogata, tym goście rzygają!”

Grand Theft Auto San Andreas Bandana


Grand Theft Auto San Andreas Bandana

Podczas przeprowadzki na nowe mieszkanie, pośród moich gratów znalazłem chustę promocyjną z gry GTA: San Andreas. Była rozdawana osobom, które złożyły zamówienie na grę (tzw. pre-order) przed premierą. Były w ograniczonym nakładzie. Nigdy nie były dostępne w sprzedaży detalicznej. Kolejny perk (z  ang.: przypadkowa korzyść) związany z pracą w branży. Myślę o oprawieniu w antyramę i na ścianę. Co myślicie?

  • chusta o rozmiarze 30 x 30 cm
  • produkt promocyjny z sieci sklepów Game Stop (USA)
  • cena: ??? (Około 10.00 USD)
  • dostępność: praktycznie niedostępny

Link: Galeria flickr: http://www.flickr.com/photos/nintendopassion/sets/72157623909304772/

SZNiP!


Szmacianka Nieznanego Pochodzenia

Już mogę otwarcie powiedzieć, że spotkałem się dzisiaj z jedną ze znanych Wam z portalu gram.pl Gramcarek, Krwawą Mary http://ja.gram.pl/KrwawaMary. Gdzie i o czym rozmawialiśmy, pozostanie na razie między nami. Otwarcie mogę powiedzieć, że świetna dziewczyna. Choć małomówna.

Powyżej zdjęcie wykonanej przez Mary szmacianki SZNiP. Nie miała imienia, a teraz już ma: Szmacianka Nieznanego Pochodzenia. Wydaje mi się, że powinna się dziewucha :P rozwijać w tym kierunku. A zamówień trochę ma, jak sama stwierdziła.

A za kilka dni, jak nic nie stanie na przeszkodzie, spotkam się z innym Gramcarzem.

“Oh shnyp!”

Nowe kąty, czyli przeprowadzka.

I tak pośród tych wszystkich wydarzeń, wreszcie Princess Peach i Mario znaleźli swój zameczek. Piąte piętro. Balkon. Słonecznie. W międzyczasie doszło do nas troszkę zakupów z Amazon.com. Buciki, książki i coś tam jeszcze. Mieszkamy znowu na kartonach, ale to już mam nadzieję ostatni raz. Mamy dosyć dobry widok na miasto. Nic nie blokuje widoku. Dla mnie nowość. Nigdy nie mieszkałem w blokach.

Nic, tylko zrobimy sobie tam naszą castle.

“Bowser no more.

Italia. Część I – Podróż.

W tle zaistniałych wydarzeń wszystkie inne sprawy oczywiście tracą na znaczeniu. Publikuję jednak kilkuczęściowy opis naszej wycieczki do Włoch. Może to chociaż na chwilę pozwoli nam cieszyć się wspomnieniami.


W kierunku Brescii, Włochy.

W drodze do Krakowa w busie, oprócz kierowcy było nas tylko troje. Na przystanku mąż żegnał się z żoną. Tak zimno i bez afekcji. Spojrzał na nas i zapytał: Państwo do Włoch? Do Brescii? Oboje zgodnie pokiwaliśmy głowami. Do pracy? – zapytał ponownie, wyraźnie oczekując potwierdzającej odpowiedzi. Eee, nieeee. Na wakacje. – z uśmiechem odparła Peach. Bus ruszył. Kierowca zabawiał nas swoimi poglądami na temat obecnego ustroju politycznego. Potem w głośnikach dźwięczały najnowsze przeboje biesiadne (jak sprostowała mnie później Peach). Dla mnie to wszystko brzmiało na jedno kopyto, jak disco polo. Zabawiały nas te rytmy. Peach natychmiast wyraziła chęć zawirowania w rytm poleczki. Uśmiechnąłem się z aprobatą.
Do Krakowa dotarliśmy po południu. Na stacji przeładunek bagaży. Dwie walizki i dwie torby podręczne. Zdążyłem jeszcze przywlec ze sobą uciążliwą grypę. Tak jakby miała pokrzyżować mi plany. Przecież to moja wymarzona wycieczka do Włoch! Jeszcze mi tylko choróbska brakuje – pomyślałem. Zaaplikowałem sobie jakieś tabletki na przystanku autobusowym. Trzykrotnie sprawdziliśmy uprzednio wydrukowane bilety internetowe. Masz? Mam, mam. Nie panikuj. – mówi Peach. Perspektywa 24 godzinnej jazdy autokarem skłoniła mnie do zakupu dodatkowego czasopisma. W plecaku leżał już w połowie przeczytany nieaktualny Nintendo Power. Kusił mnie CD Action, ale ostatecznie wybrałem PC World. Na 45 możliwych miejsc w podróż do Włoch wybrało się około 25 osób. Strategicznie zajęliśmy ostatnie miejsca, tak abyśmy mogli się na zmianę wygodnie rozłożyć do snu. Czekała nas długa droga.


Widok na góry Baldo z autobusu.

Wyruszyliśmy zaraz po trzynastej. I tak minęliśmy Myślenice i Nowy Targ. Na granicy ze Słowacją w Chyżne zostaliśmy zatrzymani przez straż graniczną. Oczywiście moje szczęście, byłem jednym z trzech wylegitymowanych osób. Chyba mam coś na czole wyryte. Wcześniej dwoje tajniaków (młody chłopak i dziewczyna) wertowali dwóch obcokrajowców  przez piętnaście minut. Może sprawdzali mnie tak dla świętego spokoju? Dla statystyk? Na którymś z przystanków dosiadł się do nas jakiś chłopak. Szczupły blondyn. Krzysiek chyba. Stwierdził, że oficer straży przygranicznej powinien pozostać w polu widzenia osoby legitymowanej. Studiuję prawo od trzech lat. – powiedział. Wiem co mówię. A co jak Ci spisze PESEL? Kto wie czy za kilka dni na twoje imię ktoś nie kupi sobie jakiegoś telewizora? Zwrócono nam dokumenty. Wręczył je nam nie strażnik, lecz kierowca autokaru. Nic. Wstrząsnąłem ramionami. Nie mam się co przejmować kłopotami, które nie istnieją. Potem przekroczyliśmy granicę z Austrią w Jarovce, Słowacja. Jest noc, zatem mało co możemy zobaczyć. Komfort jazdy potwierdza jakość austriackich dróg. Jazda autokarem jest bardzo płynna. Żadnych dziur czy wertepów. Nawet da się giry rozłożyć.


Widok na winnice w drodze do Brescii, Włochy.

Mijamy Wiedeń. Szanowni Państwo, uprzejmie informuję, że dzięki pewnemu pasażerowi, nie będę wymieniał kto, toaleta nie nadaje się do użytku. – informuje przez mikrofon kierowca. Podziękujmy tej osobie za komfortową jazdę. – szyderczo dodał. Faktycznie, po upływie około pół godziny w autokarze zaczął się unosić mało przyjemny zapach. Ja pierdolę! – myślę sobie. Ludzie tak samo zachowują się u siebie w domu? Na twarzy uwidacznia się obrzydzenie…
Przekraczamy granicę z Italią w miejscowości Graz. Już bliżej niż dalej. Wstaje słońce. Przystanek w Wenecji, Padwie i Weronie. Do Brescii docieramy o 10:30 czasu lokalnego. To prosty początek tej naszej siedmiodniowej wycieczki.

Jestem Polakiem?

Będę często do tego powracał.

Jest mi wstyd przed samym sobą, że będąc na obczyźnie przez 17 lat, nie robiłem nic aby zakorzeniać polskość w samym sobie jak i w naszym domu. Młodsze rodzeństwo pozostało w USA nic praktycznie nie wiedząc o ojczyźnie. Podczas rozmowy z rodzicami odpowiadają im po angielsku, bo łatwiej im to przychodzi. Rodzice zapracowani i starający się związać koniec z końcem, nie mają czasu pielęgnowania Polski w cieple domu rodzinnego. Bo ich tam nigdy nie ma. Nie mogę i nie winię ich za to. Ale to straszne, prawda?

Poznając sześć miesięcy temu Princess Peach w Bieszczadach, zaimponowała mi jej wiedza na temat Polski i te ukryte oznaki patriotyzmu. Pokazywała mi Polskę i jak ważny jest dla mnie powrót do ojczyzny w sposób bardzo ukryty. Małe sygnały, z których zdawałem sobie sprawę później, gdzieś zagubiony myślami w jej pięknych kręconych włosach. Dzisiaj, świeżo w kraju, od razu przeżywam dosyć osobiście tak wielką tragedię z resztą kraju. Nie mogłem sobie wyobrazić w moich najgorszych koszmarach takiego obrotu sprawy.

Ale może taka tragedia musiała się stać po to, aby w takim szarym człowieku jak ja, obudziła się cząstka polskości. Kto wie? Gdybym mieszkał nadal w USA, to prawdopodobnie ta tragedia nie wywarłaby na mnie najmniejszego wrażenia.

Dlatego ta tragedia jest tak ważna dla mnie osobiście. Mam nadzieję, że nie należę do mniejszości.