Archive

Archive for the ‘nintendopassion’ Category

My 1st year running anniversary

Well, few days ago I’ve celebrated my first running anniversary! Got my shit together and quit smoking and drinking coffee. Lost over 26lbs and feeling mighty. Funny what little motivation can do.

Now’s the time to get them new running kicks. My old ones are all worn out. This is how my Nike Pegasus +25 ESC 334109-061 XD used to look like.

 

Nike Pegasus +25 ESC 334109-061 XD

Nike Pegasus +25 ESC 334109-061 XD – at the time of purchase

 

Guess how they look now?!

Advertisements

Odzyskana domena!

Wreszcie udało mi się odzyskać moją domenę www.nintendopassion.com !!!

 

2013 in review

The WordPress.com stats helper monkeys prepared a 2013 annual report for this blog.

Here’s an excerpt:

A San Francisco cable car holds 60 people. This blog was viewed about 1,600 times in 2013. If it were a cable car, it would take about 27 trips to carry that many people.

Click here to see the complete report.

Categories: nintendopassion

Nowy Rok 2012 przywitał nas białym puchem.

Wyjeżdżając z domu tęskniliśmy za śniegiem, którego u nas brakuje.

img1412yi
Panorama Photosynth: http://bit.ly/vr3gvB

Wystarczyła jednak doborowa ekipa i miejsce troszkę dalej i wyżej, a śniegu było już pod dostatkiem. Uzbrojeni w dobre humory, jedzenie i picie spędziliśmy wspaniałego Sylwestra w gronie bliskich przyjaciół.


Panorama Photosynth: http://bit.ly/rYbSNn

I bez kaca. No, może gastro-kaca, bo jedzenia było pod dostatkiem. 2011 był nader dobrym rokiem. 2012 zapowiada się jeszcze lepiej, czego i Wam również życzę.

Nintendo. Dlaczego kibicuje?

Jak zaczęła się moja przygoda z Nintendo?

Muszę sięgnąć pamięcią do końca lat 80-tych. Zaczęły się pojawiać na bazarach gierki elektroniczne “jajeczka” z wilkiem i zajcem. Co niektórzy pamiętają. Krążyło się za tym po straganach i odpustach. To były nasze początki. Piszę nasze, bo razem z młodszym bratem wciągnęliśmy się w te gierki. Grało się po nocach i w oczach mieniło się od spadających jajeczek. Apogeum techniki! W porównaniu do… no właśnie. Do czego? Ponga? Potem znajomy z rodziny pojechał do Niemiec, i przywiózł synowi Nintendo NES z Super Mario Bros. Z mózgu zgliszcza!

Jęzory opadły z łomotem. Szok i szał. Dzieciakom na wsi nawet nie śniło się o takich bajerach. Skaczący hipek, czy pamperek jak wtedy nazywaliśmy zpikselowanego Mario. Grzyby w ogniu! Komu przyszło do głowy, żeby strzelać do potworków z grzybów!? I to żeby jeszcze płomienistymi! Rozbijanie cegieł głową, kwiatki, monety, przepaście, żarłoczne kwiaty wychodzące z zielonych rur i ukryte plansze! Toć to normalnie odbierało nam tlen z płuc.

Już nie pamiętam ja to robiliśmy, ale przekupywaliśmy kumpla pustymi puszkami, pudełkami po papierosach, komiksami i cokolwiek jeszcze tam zbierał. Żeby tylko móc grać. Robiliśmy wszystko, żeby tylko przez kilka nocy bez picia i jedzenia tłuc w Super Mario Bros i Tetris. Znajomi zapewne szydzili z nas, że sprzedalibyśmy wszystko co się da. Ale takie były czasy. Nic tylko chcieliśmy grać, za każdą możliwą nam cenę. Brat był mocny w  Tetrisa. Wykazywał wyraźną wyższość nade mną. Nie potrafiłem go pokonać. Koordynację wzroku i ruchu miał niezrównaną.

Jakiś czas później, cudem jakim nie wiem, uzbieraliśmy trochę kasy i zakupiliśmy zacną kopię NES-a na jakimś bazarze. Na oryginalną konsolę nie było nas stać. A nawet gdyby, to i tak nie było możliwości zdobycia. I nie mówię tutaj o Pegazusie, tylko o cholernie dobrej podróbie. Nawet pudełko było zjechane całkiem całkiem. Dodatkowym plusem tego klonu była możliwość odtwarzania gier w PAL i NTSC. A że rodzinka z USA już kuzynostwo w Polsce zaopatrzyła w najnowsze hity Ameryki, tośmy powoli wymataczyli takie tytuły jak Ninja Ame-Gaiden i Bugs Bunny. Eh, szkoda więcej się wywodzić. Wszystko nam się podobało. Gry, opakowanie, książeczki. Nawet jaraliśmy się ulotkami reklamowymi i kartami gwarancyjnymi. Wtedy jeszcze nie spikowaliśmy po angielsku, ale czy to miało znaczenie? Szata graficzna robiła na nas wrażenie.

Nie zdążyłem zauważyć jak złote owalne logo “Nintendo Seal of Quality” stało się czymś więcej niż znakiem aprobaty Nintendo. Ten znak był Naszą aprobatą. Z biegiem lat ojcu udało się wyjechać do USA. Pierwszym życzeniem, ba, żądaniem był ledwo co zasłyszany Game Boy. Jakimś trafem kolejny kuzyn pokazał nam Super Mario Land i Tetris. W pełni planszowa gra na małym kartridżu! Gra przenośna! Świat takich rzeczy nie widział. Koledzy z zamożniejszych rodzin kupowali Commodore 64 i łamali na nich plastikowe przezroczyste joysticki, którym ciągle łamały się blaszki w stykach i odpadały przyssawki. Imponujące, ale nie dla nas. My już byliśmy pochłonięci Nintendo. Na pamięć znaliśmy końcowe strony grubych katalogów niemieckich sklepów jak Otto czy Quelle. Pamiętam, że działy gier wideo były dyskretnie uprzedzane reklamami wibratorów. Eh ci Niemcy! Nocami tworzyliśmy w wyobraźni listy gier, w które chcieliśmy grać. Wszystko to, było dla nas tak magiczne i nieosiągalne, że nawet w wyobraźni ograniczaliśmy się do najcenniejszych tytułów. Poważnie!

I pewnego wieczoru nadszedł ten wiekopomny moment. Ojciec przysłał nam nie jeden, a dwa Game Boy’e z osobnymi grami dla nas! Mogliśmy zrobić system link i grać przeciwko sobie w F1 Racing! To moment, który mało kto może pojąć w dzisiejszej erze internetu i xbl’u. Byliśmy jednymi z nielicznych. Wreszcie uprzywilejowani! Dogoniliśmy kuzynostwo. Zaczęły się comiesięczne wyjazdy na targowiska w poszukiwaniu stoisk z kartridżami! Tak, tak moi drodzy. Takie to były czasy. Nie było Allegro. Nie było internetu. Nie wspomnę o prasie. Łatwiej było zdobyć w pełni funkcjonalny noktowizor od rusków niż grę. Tak. Tak było.

Czas Ameryki

Nadszedł czas na mnie. Miałem niespełna szesnaście lat, gdy sam mogłem skosztować tego raju-kraju grami, mlekiem i miodem płynącym. Pod względem gier i nowinek mogłem się tylko wybrać do lokalnego  Toys’R Us. Pamiętam te magiczne wystawy sklepowe. Konsole za szybami. Dokładne opisy. Duże reklamy. Sega vs. Nintendo. Sonic vs. Mario. To wszystko było takie inne od tej polskiej szarzyzny początków lat 90-tych. Zaczęwszy się uczyć, a w weekendy pracować. W między czasie premierę miało Super Nintendo. Na to poszła moja pierwsza wypłata. Grałem. Oj grałem ostro. We wszystko co się da. Zeldy, Metroidy i Mortal Kombaty. Tego nie mogłem sobie wyśnić w moich najskrytszych marzeniach.

A potem to już było z górki. Kupiłem nawet śmiertelnego wroga Nintendo, Segę Genesis (Mega Drive w EU) Segę CD i 32X. Dzięki pracy zacząłem zbierać, kombinować, kupować i machlojkować. Czym się dało. I to wszystko zapoczątkowało moją kolekcję i pasję do gier. Nie opuściłem jednak dużego N nawet wtedy kiedy dali dupy z N64. A mogli mieć nośnik cd… Mogli.

Kilka lat późniejznalazłem pracę w Game Stop i Game Crazy. Przez kilka lat obracałem się w świecie gier wideo. Zarządzałem sklepem EB Games (obecnym Game Stop) w Prospect Heights, IL. Potem w Game Crazy. Tak dla polepszenia samopoczucia, bo płaca była marna. Ale ciągle wokół gier. Fajni ludzie byli. I tak wyjeżdżaliśmy na różne spotkania i wystawy organizowane dla pracowników firmy. W Tampa Bay na Florydzie na własne oczy widziałem jak FragDolls kopały cwaniaczków po całych levelach. Popiłem, pojadłem, nie popaliłem. Dużo ludzi z branży poznałem.

Owszem, impreza Nintendo też była. Reggie był na luzie. Choć zmęczony po wizycie w Japonii znalazł czas dla pospólstwa. I dla mnie.

Nie wymieniam już co było potem, bo przez moje ręce przewinęła się prawie każda konsola i ważniejsza gra. Nintendo jednak zawsze na pierwszy miejscu, nawet jeśli na rynku było trzecie. Mario i jego paczka nadal mnie cholernie bawi. Jest coś w tym czego inne konsole i gry mi nie dają. Nie negując innych cudów i klasyk, bo tego się nie da zignorować, zawsze powracam do moich lat dzieciństwa. Do mojej klasyki. Po mordowaniu w MGS4 czy też prasowaniu żelazkiem w Halo, z wielką chęcią odprężam się w Mario Kart, albo w stare dobre Super Mario. Duże N zagościło już u mnie na zawsze dzięki czasowi spędzonemu w USA.

Dziś, jako stary wyga wspominam te czasy z łezką w oku. Z perspektywy gracza, fajna była Ameryka lat 90-tych.

… was nice while it lasted.

Źródło:

W odpowiedzi na pewną propozycję…

Miło, że pamiętasz o dinozaurach. Nie mam nic ciekawego niestety do przekazania. Monotonnie powtarzane hasło “brak czasu”, życie i inne obowiązki trzymają mnie mocno w rzeczywistości.
Nie umiem pisać, ostatnio nawet nie mam weny. Dodatkowo, kto chce słuchać o Nintendo w Polsce?
Piszę do Ciebie i na prawdę jest mi miło, że proponujesz mi to, ale nie czuję się na siłach, żebym mógł cokolwiek sensownego wnieść. Widzisz, nie umiem pisać recenzji o grach. Gram na tyle ile mogę. Myślę, że gościnnie mógłbym coś dodać do Was raz od wielkiego dzwonu. Ale co?

Wybacz zniechęcający ton mojej odpowiedzi. Wywodzi się on raczej z ogólnego przemęczenia nadmiarem informacji jaki ostatnio do mnie napływa. Kilka osób “coś” mi tam proponowało, ale zawsze miałem wrażenie, że wywodziło się to od wskaźnika wizyt na gramsajcie, a nie od tego co tam pisałem. Czuję, że już dawno wypadłem z toru jakim toczą się gry. Siedzę w kilku starych grach, które nikogo nie interesują i niechętnie spoglądam na nowości. Mam takie nawyki. Teraz gram w Final Fantasy na PSP. Czekam na Final Fatasy XIV Online i Fron Mission Evolved. To wszystko. A tak poza tym, to ogólnie u mnie cisza. Mam kilka pomysłów (a raczej tysiące) ale bez konkretnego wsparcia nie potrafię się zmobilizować.

Odpisz, co by Was/Ciebie interesowało. Nie chcę odmawiać ani potwierdzać, ale może dla tego, że nie mam konkretnej mobilizacji i wizji celu.

Pozdrawiam ze świata 8-4!

It’saaaaaa meeeee! Maaaaaario! Wa-hoo!

TorrelTorrel Oficjalna Kurtka Nintendo “Bowser” – recenzja

Official Nintendo Limited Edition Super Mario World Bowser Varsity Jacket by TorrelTorrel

Kurtka Nintendo z Bowser'em firmy TorrelTorrel

Nie jestem fanbojem. Jestem po prostu fanem i kolekcjonerem. W moich wieloletnich zbiorach obok gier, konsol, poradników i czasopism znajduje się trochę odzieży. Nie pamiętam już dokładnie jak dowiedziałem się o tej kurtce, ale gdy znalazłem ją na eBay, natychmiast zacząłem obserwować aukcję. Licytacja zaczęła się od jednego dolara, co mnie troszkę zdziwiło, ponieważ wówczas cena wahała się w granicach $200. Napisałem do sprzedawcy krótkiego maila, aby dowiedzieć się więcej niż było podane w opisie. Ku mojemu zaskoczeniu, produkt znajdował się niedaleko mojego zamieszkania w Chicago. I tak w późnych godzinach nocnych i nerwowym odświeżaniu strony stałem się właścicielem! Za $69! To był rzeczywiście impulsywny zakup. Ale przejdźmy do opisu tej uniwerkowej kurtki.

Zdjęcia na Flickr!

Wykonanie:

Materiał jest bardzo gruby i sztywny, o dosyć gęstym ściegu. Wyglądem i w dotyku przypomina materiał z którego wykonane są pasy bezpieczeństwa w autach. Szwy są bardzo dokładne choć sama nić wydaje się trochę cienka. Zewnętrzna część wykonana jest z bawełny. Ogólny wygląd sprawia wrażenie bardzo solidnie wykonanej odzieży. I tak rzeczywiście jest. Wewnętrzna warstwa wykonana jest z nylonu o diamentowym wzorze. Wypełniona jest poliestrem. Nosi się ją wygodnie i jest bardzo ciepła. Dwie kieszenie po bokach i jedna wewnątrz na lewej piersi są wystarczająco duże aby pomieścić np. Sony PSP w etui bez większego problemu. Rękawy posiadają ściągacze na rzep. Kurtka wykończona na dole grubym ściągaczem z gumą. Szczelnie przylega do pasa, mimo swojego puszystego wyglądu. Wewnątrz kołnierza widnieje duże logo TorrelTorrel. Na wewnętrznej kieszeni widnieje kolejna haftowana metka z numerem seryjnym “1 of 1000”, logo TorrelTorrel, emblematem “Nintendo Official Seal” informującym nas o autentyczności produktu i napisem “Limited Edition Super Mario World 1991 Commemorative Series”.

Druk:

Przód i tył kurtki oczywiście przedstawia odwiecznego wroga Mario, Bowser’a. Warstwa farby jest bardzo gruba i dobrze przylega do materiału. Przy bliższym przyjrzeniu się powierzchni można jednak dostrzec małe punkty, w których materiał prześwituje przez farbę. Jest to zapewne efekt porowatej powierzchni samego materiału. Na ramionach umieszczone są wzory kolców pancerza Bowser’a.

Haft:

Gęsty haft około 4mm grubości. Na kołnierzu i obu rękawach widnieje napis “torrel” wraz z logo reprezentującym wtyczkę znanego nam wszystkim kontrolera Nintendo NES.

Guziki:

Grube, czarne metalowe guziki na zatrzask. Bardzo dobrze się zapinają.

Krój:

Varsity Jacket (Kurtka Uniwersytecka) –  tak popularnie są zwane w USA. Często widziane w filmach zawsze dumnie reprezentują kolory uczelni.

Edycja Limitowana 1 z 1000 (sztuk).

Tutaj niestety nie jest to prawdą. To nie jest pierwsza z tysiąca sztuk. Celowo lub omyłkowo producent umieścił ten numer na każdej kurtce. Spotkałem się z tym już kilkakrotnie na różnych aukcjach i stronach internetowych. Gdy ktoś deklaruje że jest to pierwsza z tysiąca, to tak nie jest. Jeżeli jednak napotkalibyśmy się na egzemplarz z rzeczywiście innym numerem, to z punktu kolekcjonerskiego byłaby to o wiele cenniejsza zdobycz. Dla potencjalnego zainteresowanego świadomość, że wyprodukowano ich tylko tysiąc, jest gratką samą w sobie.

W Polsce chyba jestem jedynym, który posiada tą kurtkę, ale z przyjemnością chciałbym się pomylić!

Podsumowanie:

Kurtka marki TorrelTorrel została wyprodukowana w ograniczonym nakładzie tylko tysiąca sztuk dla upamiętnienia gry Super Mario World. Pomijając cenę, bo my Polacy zawsze narzekamy na wszystko, jest przeznaczona dla fanów Nintendo. Odważniejszych z nas. Jak sam Torrel Jr. powiedział dla “… stylish gamers”. Tych którzy chcą i nie boją się zwrócić na siebie uwagę. Tych którzy nie boją się krytycyzmu. Choć nie szata zdobi człowieka, to obojętnie czy w USA czy w Polsce, na pewno zwrócisz na siebie uwagę. Możesz liczyć na gapiów. Czy to z zazdrości, ze zdziwienia czy też politowania. Osobiście nie miałem jeszcze okazji nosić tej kurtki publicznie, ale gdy nadarzy się stosowna okazja, np: Nintendo Party, to na pewno ją zaprezentuje.

Rewia mody Nintendo w Nintendo World Store (który miałem okazję odwiedzić) w Nowym Jorku z odzieżą TorrelTorrel dnia 15/11/2007.

Informacja o produkcie:

  • sugerowana cena producenta / MSRP: $175-200 (Manufacturer Suggested Retail Price)
  • oryginalna nazwa: Official Nintendo Limited Edition Bowser Varsity Jacket by TorrelTorrel
  • producent: TorrelTorrel  http://www.torreltorrel.com/ (strona obecnie nie działa)
  • pochodzenie: Stany Zjednoczone
  • kraj produkcji: Indonezja
  • licencja: Nintendo / Nintendo Official Seal
  • kod kreskowy (USA):  7567099900960
  • RN / Registered Number # 83885 (obowiązkowy numer produktu na odzieży w USA)
  • rozmiar: XL
  • rodzaj: kurtka
  • krój: varsity / uniwersytecka
  • materiał zewnętrzny: 100% cotton / bawełna
  • materiał poszewki: 100% nylon / nylon
  • materiał  wypełniający poszewkę: 100% polyester / poliester
  • producent nie zaleca prasować i czyścić chemicznie
  • nakład: 1000 sztuk
  • data zakupu: 18/08/2008
  • dostępność: trudno dostępna
  • obecnie w mojej kolekcji

Dodatkowe informacje:

Ostatnio notowana cena: $119.99 na eBay #350289967405 u sprzedawcy: jjet9  http://cgi.ebay.com/Nintendo-Arcade-NES-Mario-King-Koopa-Jacket-XL-New-/350289967405?cmd=ViewItem&pt=US_CSA_MC_Outerwear&hash=item518ee8b92d

Gdzie szukać:

Najlepiej na eBay. Z racji niejednoznacznego nazewnictwa, radzę wpisać frazy: nintendo jacket, nintendo bowser jacket, king koopa jacket lub nintendo varsity jacket. Sprawdź http://bit.ly/9uAE38

TorrelTorrel

Torrel Harris Sr. jest prezydentem firmy odzieżowej Unique Sports Generation posiadającej licencję odzieży NFL i NBA. W 2007 roku jego najstarszy syn Torrel Jr., fan Nintendo, namówił ojca aby zdobyć licencję Nintendo i założyć osobną firmę odzieżową TorrelTorrel. Ich celem była produkcja wysokiej jakości odzieży gloryfikującej bohaterów starej szkoły. Dwa lata temu, strona internetowa producenta funkcjonowała bez zarzutu. W chwili obecnej nie jest aktywna. Nie jestem w stanie jednoznacznie stwierdzić czy firma nadal istnieje. Odzież marki TorrelTorrel można od czasu do czasu znaleźć na serwisie aukcyjnym eBay.

Torrel Jr. na MySpace:
http://www.myspace.com/nintendo_by_torrel

Według Federal Trade Comission (FTC) numer RN#83855 należy do firmy dystrybucyjnej:

https://rn.ftc.gov/pls/TextileRN/wrnquery$tts_rn.queryview?P_RN_TYPE=RN&P_RN_SEQ=83885&Z_CHK=47851

RN Type: RN
RN Number: 83885
Legal Name: R.M. ARDEN & CO., INC.
Company Name: R.M. ARDEN & CO., INC.
Business Type: IMPORTER,WHOLESALER
Address Line 1: 200 BROADHOLLOW ROAD STE. 202
City: MELVILLE
State Code: NY
Zip: 11747

Źródła: